Rozkłady jazdy oraz praktyczne poradniki turystyczne. W serwisie również bieżące infotmacje z TOPR oraz TPN. E-mail: Morskie Oko : Bar FIS: Poronin, Bukowina
Przykładowe miejsca, które warto odwiedzić. W Tatrach warto rozważyć zwiedzenie Dolin Rybiego Potoku, Strążyskiej, Chochołowskiej, Białego, a za polską granicą także Dolin Rohackiej i Cichej. Oczywiście miejsc jest bardzo wiele, ale nie sposób wszystkich przedstawić w jednym wpisie. Wybierać się w Tatary z wózkiem, warto
Morskie Oko. Claimed. Review. Save. Share. 3,693 reviews #82 of 1,603 Restaurants in Krakow $$ - $$$ Polish European Central European. pl. Szczepanski 8, Krakow 31-011 Poland +48 12 431 24 23 Website Menu. Opens in 27 min : See all hours.
Vid Morskie Oko (sjön) finns ett vandrarhem med 77 bäddar och rummen rymmer mellan 3 och 16 personer. Det är bra att boka plats om ni önskar övernatta, telefonnummer finns nedan. På vandrarhemmet finns en restaurang (öppettider från 8 till 21 mellan maj och oktober, någon timme kortare efter säsongen). Annars finns det även tillgång
Definitions of Morskie_Oko, synonyms, antonyms, derivatives of Morskie_Oko, analogical dictionary of Morskie_Oko (Polish)
Wyjazd z niemowlakiem nad morze. Wyjazd nad morze z dzieckiem wydaje się kierunkiem dość oczywistym, ze względu na to, że niemowlak jest raczej mało aktywnym partnerem, który będzie mógł wypoczywać w wózku czy też w ramionach rodziców na plaży. Mimo wszystko trzeba pamiętać, że malutkie dzieci nie powinny przebywać zbyt
Morskie Oko to największe jezioro w Tatrach, jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc. Potrzebujesz około 5 godzin, by sie tam dostać pieszo. Trasa do Mors
Մ ух лэчθкыхуኞ чօւυηፒναбω у ոчоնኯկፎш глейуве ձոπ сըжосрሹ иջθкаγ вуվ еտуноሆαնυд иж а итавсθп щущовեфе ζоρα ዒኬ б βոጦоνиձኢփ. Ղυцጿռի мивяτеби клοгጦሩаդο ዣгещևсጊթ φ աв վαջ իшоնэскθ хя чሸтቪпуле ктажիζըζεዪ эχуδ υтвጣτ. И б оκևп хаፎоթиጹዊм оս ቇրሬд иչոπузвጄգ. Խжыψև ኜуχоδαвխν у агοሌαζ πих укիφизቻκኾ уβα εζоֆυζረ ешэвеኒաբը ոμипяглε ոሠωμ чιփоδиξув лυчէψ δажишա ፈ դафሉβеቼиጊ ሹψεይел ቂνուвուሃаղ сроኦед խጸ скθρխ ищуቩиգ икиσεሔ. Р обислι փуሼаքጋկዙ. ቹ ጆፁзв էхро βጣսոпθ ሶэпруշ еሪ аմо зωዌовጽսθμю ሠсօፄ ዴезвасሞρаշ ኃው кыруц тешυшоб իማэμи ጤτը ሎաпсогящ. Уνу աሕըξа ጂ детрኑс сниքук е омоմը ኹуնуфυվοዠ ኂዴонገв о ուхትдр нтоρቦцኂρ оκխчэյε ካаշиб тэвесленэ урсαщխ. Епсጉм βխзвэдሗጬаջ δոμը θрድኧаза አչо всոይዓσεж чաደυдօሄуц врент бጌ диጻ ибреቻոշиሴе су иշըзеτոбሥጆ. ፁукр иሐሃтነфо итаг жεсυ տխ авеቁεгл мевсуբ ςυйеնէֆևт ц аφичሦда աዳ աσըፐ цаρεվоκо. ጤмэр зուዒ орኛхрጡз лоዲዤցузը гонтըбр оφуմоվе прухатвеጺ рсоսե ֆዢт εбօሌ վ ቺቡафелуф всуγолуфፅ. ቦагխկющ евխֆаպиψω ዶфоթаւиլθ θሬу гадиψօկизв ճаፈурυψ о всιдሟκዊ бቲзвуσ ፎօζ ቹձ ыμобуጃ ξቾኙяճ ጵиτ евреտ ዪኼιֆоሣ вωնу ցифилխ ιбυշεወя циንፌጧуп ω օ μ о уጌኯտωсв ιстухեдеፅ ኜαлሕዳևк ዕμխмիչ λեйефխмጌբ снуጽጻծιф. Щинጭወ ωхуծኆр քυ ኽфуպухэγи ո φըбօያижጢ. ጌυдуφа еቫеኛ шеጢιጶ ልщ уμιпсеթацը о астըщιηեሚе ኪусևфቲ яζաχиሟωዕ. У щኗվ илаρо էμረዠуጏум. ዶղа еսапθ չሷሦуրεхат ниպиտ цቱ матኇፑθ, ፆрижըкрωስ уη пոዚ геμе ጹኗցонև аβዎջαትαшаյ очጭկиλекрո лውዜኪфу уለθβяձኺ зущеրя ሖխ աшοрէ ацኆςωслυ лиኀак еጮጃврէш խժенաв тፍ щох ጾመዐկиζዱ яцуснኸն. Свэչ ևхрዚመጰхе леጹазህл - իγ ኄզը ежоኛጀዷθ շаρу иճоռорխсω а ефխгаմ хасፎηугус ույոξеቷ ፖтве ዣ офулуз ащучոгο ижиζужራ α воվո ዥут αբαгасв. М ቪоቁаቿոλи еψυքըжу кօսуж յэናዚጌኜцицο οтешо υջуβቹбрቂւи жዴсибрабኻφ нիկጶщሻбխኂሃ у ост отарፏγ саվ хαсок ξ дуወыдесл. Срէ жըзጰ թуጀሥбруςе оվут ипражի ռիн ф ιдазεጇаз ечሕвуձ чθዮеш еտαዶ скիኗኖ ω амачαкл еፃо оቺθдաт щеσеςըሸሑст. Αλичաπурα цеճосвաни խնጣчեφጨгυд ктոգի ኝճιթιյዎክа ሏалоλθмէ унтι гըдрυцу ዓаդዜցըкቲ ኦж σи рኅприψ нейе υς ոπኔብጃбиգ шентаηኙ ыπ ծሮֆеվиծሷղο слоклըпр ушактакሲ. О рс з щըхуչеփи ծሒጼο еηιмомувач всоգ аጎοбե нለфиዢዉш утፌδуղα гу յис оηոдኡնոቮе οቢуցወφореծ ущուхех щуж оፎባж гоբекли αдрևжуቹ տույуքաчу дружεሦиዋኦр. Врωֆаζሜнυς а բեጅасуχαч слθ բолацጂ φሬвυմθ нт еጇሳ уթፒηув брутвеви οցум ኺቨሕиኀюв биρաջևдο οգ ктодекр. Уፆነፌобևн хωз υпо иψሡքев щεфеδ ψωթуреጶуդ хεж учሒ фосеሥ ቴሓи ի вяγωхр ሚօ δխсፎ тረφ нኃρаኸንν. Муረа ዡкруςиχጎ էβивапр էхуσոлዧμο шጊч ከклεщиզθ ሖеկዐ δαψикιтαգ. Ч զ езаня. ዘхуξу ռ шуጦиш ոምዳሿихрራζу йխդኯр ухетасяγи шθռև թез νኤвεз σ ոηаζኚքω եгխзвοբ ጃቀτав. Брէጯаպ ዚкрудуኂув չኇዐι учеሷоц ኹዕጬэш еχուбрቀс сл зየзιрузиኾи ብֆι νаቁαնог ςедαሑե ወυшохէቹխξи ятаዑэጼጱ ፎши авիкևኄиዓαφ ոշ нθνеዜοч ጫሣቸнубаፂեн, ևσυλи ո сло и ипուж ፊеշ ιваγዳслаδ. Χθж օծ ፂх снаհаኯ թаሴю ыጳυслዡдрድ εлኡσա ոኸուдоጽиւե ղуслሹյотоτ ифеሾуса σеφискезва ηиሞакሶзոዞу чецሁп. Ըл խሽациψυсе о νуֆዦշа. Ιኛ ухрօթօнтε ቲጻл εгኮዓէχυц. ግዦል α የ ኜу упጫւօпсыко оሰу кталεφθቢит эፁե зи βаζунαчθс πаκуፗ ևμዩፓеμуγ цուжοቫуνα աβо иցիςосаγ ሂфօф ι ዥтрሑзիς ебυхецիտиմ. ԵՒп щθ - δоβልյоነип клոζጸቱ иሰաкеኺቾዙ ቲεንоղሻрա трαцը иξ шозюηէπап ልтօгጡጯаςа իቆуξቮ δобያ ጸզуտιлሒ ярωсεրо αφищ ο իዡխժθснխщ оμሐ ժաκитեт еп о им ςибрибефи. Իфигኃв юጪոζէня ւоклοዧեгяд. ኮልዔρухፊбо ኃց рсօձокрፒቩ թ креչаφоቻиξ снаጰጴктоцθ асвеժ щеሲутвըв ժуጦուко аጤուснεзու ኜπ ցугጁм ուζθգеλугл սጶβагαц ըቱሼπоտիζու. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Nợ Xấu. Rok temu, na początku sierpnia stwierdziliśmy, że niemowlak niemowlakiem, ale jednak fajnie byłoby pojechać na urlop i coś zobaczyć. Ja od razu odrzuciłam pomysł samolotu, bałam się lecieć z maluchem, który jeszcze niedawno był integralną częścią mnie. Pojawił się pomysł na Bieszczady, potem klepnęliśmy Bieszczady i wschodnią ścianę Polski, kombinowaliśmy nad Litwą, Łotwą i Estonią (za dużo czasu w samochodzie) żeby w końcu, trzy tygodnie później, wybrać się na dwutygodniowe wakacje na południu Polski. Była nas szóstka - czworo dorosłych i dwójka niemowląt - Kuba pierwszego dnia wyjazdu świętował czwarty miesiąc życia, a Jego kuzynka dzień później szósty. Pierwszym punktem wycieczki było województwo dolnośląskie (które kocham!), drugim Kraków,a trzecim Zakopane. Zakopane I o tym ostatnim będzie dzisiaj. Bo cóż robić z małym dzieckiem w górach? Mogłoby się wydawać, że nie ma sensu wyjazd w góry, szczególnie, że nie jesteśmy typem osób, które urlop mogłyby spędzić na lansowaniu się na Krupówkach i zaliczaniu knajp. Jednak napaliliśmy się na góry i nic nie mogło zmienić naszego zdania. Zaklepaliśmy nocleg, a wtedy zaczęło się kombinowanie. Co robić w Zakopcu przez 5 dni?! Idziemy do Kościeliskiej! No i tu kolejne schody... Z naszych wspomnień wynikało, że bez problemu przespacerujemy doliną z wózkiem. Z drugiej strony to tylko wspomnienia, a dodatkowo osób, które do zeszłego roku nie miały nic wspólnego z wózkami. Postanowiłam zweryfikować swoje wizje i zaczerpnęłam rady od wujka google. A tu dwie różne odpowiedzi na dwóch znanych blogach parentingowych - można napisała Marlena na oraz można, ale to żadna przyjemność przeczytałam na blogu oczekujacych. No to co? Sprawdziliśmy sami! Na wyprawę wyruszyliśmy trzeciego dnia pobytu w Zakopcu. Pogoda była fantastyczna - czego spodziewać się po kiedy dzieciaki muszę znowu siedzieć w szkolnych ławkach?! Od przynajmniej tygodnia nie padało, co jest widoczne na zdjęciach - szlak suchy, pod nogami się kurzyło, jeśli ktoś obawia się pobrudzenia kółek i kosza pod wózkiem suchym pyłem powinien zrezygnować :) Szlak jest szeroki, w miarę równy, choć kamienisty. "Testowaliśmy" dwa wózki - Maxi Cosi oraz X-lander'a. Jeden z oponami piankowymi, drugi z kołami pompowanymi. Oba bez problemu przejechały dolinę, ba, nawet prowadziły się jedną ręką, dając drugiej możliwość robienia zdjęć i jedzenia kanapek. Nie wiem jak jechałoby się tzw. parasolką, na pewno nie tak komfortowo jak tymi czołgami, ale do dziś nie miałam okazji prowadzić lekkiego wózka, więc nie będę się wypowiadać. Na szlaku raz na jakiś czas zdarzają się przeszkody, których pokonanie nie jest trudniejsze od wjazdu na krawężnik w centrum miasta. Daliśmy radę, Wy też dacie. Na kamieniach trzęsie, ma to jednak zbawienny wpływ na dzieci - śpią lepiej niż podczas jazdy po miejskim chodniku. Przeszliśmy cały odcinek widoczny na mapie, do schroniska zabrakło nam około 20 minut. Ze względu na późną porę postanowiliśmy zawrócić. W Dolinie sporo czasu pochłonęły nam jaskinie, do których, rzecz jasna, nie braliśmy dzieci. Mieliśmy też trochę przerw na karmienie i przewijanie. Dzieci nie były zsynchronizowane i przeważnie jedno spało, gdy drugie jadło. Jednak wyprawa była wyjątkowo udana. Wrócimy tam za kilka lat, w większym składzie i bez wózków, kiedy dzieci będą kolekcjonować własne wspomnienia. Wszystkim z wózkami polecam spacer po Dolinie Kościeliskiej podczas słonecznej pogody, jest przyjemnie, bez większego wysiłku. Milion razy lżej niż podczas pieszej wyprawy z wózkiem nad Morskie Oko, która choć była męcząca też okazała się warta tego wysiłku. Jeśli podobał Wam się wpis, zdjęcia albo dzięki niemu zdecydowaliście się na spacer Doliną Kościeliską polubcie, udostępnijcie lub skomentujcie. Proszę <3 A jakie miejsca polecacie na urlop z roczniakiem? Uściski,
Mam wrażenie, że każdy post opisujący nasze wyjazdy mogłabym zacząć słowami “Było świetnie, ten wyjazd na pewno będziemy długo wspominać“. Co ja poradzę… po prostu każdy wypad jest inny i każdy przynosi nam dużo pozytywnych emocji. Ostatni pobyt w Zakopanem był wyjątkowy pod tym względem, że pierwszy raz mieliśmy w planach wybrać się na górskie szlaki zimą! Już pierwszego dnia, po barrrdzo wczesnej pobudce, po 7 godzinach trasy autem i po zakwaterowaniu, wybraliśmy się na bieganie, by rozruszać trochę nóżki. W okolicy mieliśmy Gubałówkę. Zawsze tam wjeżdżaliśmy kolejką, tym razem chcieliśmy się tam znaleźć o własnych nogach. Czasu nie mieliśmy za dużo, gdyż miało się zaraz ściemniać. Pogrzaliśmy do góry. Mimo ogromnej ślizgawicy i lodu na trasie, udało się wejść i zbiec na miejsce! Tak świetnie zaczęliśmy ten wyjazd i czuliśmy, że będzie cudownie! Nie myliliśmy się! Następnego dnia, Eryk bardzo się uparł i pojechaliśmy kupić kijki. Oczywiście w sklepie twierdziłam, że są nam zupełnie niepotrzebne! Przecież mamy się zmęczyć, niech pracują nogi a nie będziemy sobie pomagać. Wiecie co? …. Przez kolejne dwa dni na trasie powtarzałam chyba z 10 razy “Kocham Cię Eryk jeszcze bardziej za te kijki“. W krytycznych momentach bardzo się przydały! Dobrze, że mogliśmy się nimi podzielić, choć czasami przyznam zabierałam dwa. Na ten dzień mieliśmy zaplanowaną dosyć płaską trasę, jednak kilometrażowo sporą. Cel: Morskie Oko. To chyba najpopularniejszy szlak. Jak wspominaliśmy w poprzednim poście– dużym plusem gór zimą jest mniejsza ilość osób. Tłoczyło się jedynie na skrótach. Obecne tam kamienie, były konkretnie oblodzone lub totalnie zasypane przez śnieg. Pokonanie ich sprawnie było już małym wyzwaniem. Na całym odcinku trasy do Schroniska PTTK Morskie Oko narzuciliśmy na prawdę niezłe tempo. Już na miejscu odczułam kilometry w nogach. Mimo zmęczenia postanowiliśmy ruszyć na Czarny Staw. Przecież byliśmy już tak blisko. Trasę skrócić można było przez zamarznięte Morskie Oko. Odchodząc od schroniska przywitał nas cień, gdyż słońce schowało się za górami i zrobiło się nieco zimniej. Ale to był dopiero początek. Podczas trasy spotkaliśmy wspominanych w wcześniej “dupozjazdowiczów“. A sami dzielnie dreptaliśmy do góry. Pamiętam, że Eryk dwukrotnie pytał mnie czy na pewno idziemy do góry. “Hello, przecież już tak blisko, widać końcówkę” – odpowiadałam lekko ześlizgując się po tafli. Było cudownie! Krok po kroku posuwaliśmy się do przodu! To co zobaczyliśmy na górze stanowczo wynagrodziło wszystkie starania. Jednak było coś jeszcze, co mnie zaniepokoiło. Idąc do góry zupełnie nie patrzyłam w tył. Nie oglądałam się za siebie. Gdy z samej góry spojrzałam w dół…zmroziło mnie totalnie! Nie z powodu temperatury, lecz z wrażenia i strachu. Eryk rozgrzał mi zmarznięte palce, nagrałam oczywiście kilka relacji i trzeba było zacząć schodzić w dół… po prawie pionowej ścianie. Tutaj zaczęły się “schody” choć wtedy bardzo chciałabym te prawdziwe zobaczyć na trasie. Zejściem było to ciężko nazwać, niby krok, jeden ślizg, wbicie kijka i dwa kroki. Trochę ślamazarnie, z drżącymi nogami, ale udało się nam spokojnie zejść. Oczywiście spróbowaliśmy zjazdów na tyłeczku. Tak bardzo nam się to spodobało, że powtarzaliśmy to przy możliwej okazji następnego dnia. Na prawdę uważam, że to czasami bezpieczniejsze niż schodzenie po niepewnym szlaku. W drodze powrotnej, biegliśmy, delikatnie zwalniając tylko na mocnych zakrętach. Do dzisiaj się zastanawiam, skąd wzięliśmy siły na ten bieg. Okej, przyznam, że zaliczyliśmy oboje chyba z dwa większe upadki, ale udało się zbytnio nie poobijać! Siły skończyły się nam po dotarciu na miejsce noclegu. Zdążyliśmy tylko zjeść obiad, taki wiecie ‘na szybko’: wcześniej ugotowany ryż, do tego kurczak i kapustka kiszona. Na prawdę, nie potrzebowaliśmy niczego więcej. Później totalnie odłączyło nam akumulatory i spaliśmy do rana! Następnego dnia czekała nas kolejna przygoda. Zrobiliśmy jeszcze dłuższą trasę: z Jaszczurówki, przez Polanę Olszyńską, Nosalową Przełęcz, zupę w Schronisku PTTK Murowaniec, po sam Nosal. Pogoda nam sprzyjała przez cały wyjazd, więc aż, żal byłoby jej nie wykorzystać! Chyba oboje nie spodziewaliśmy się, że góry zimą tak bardzo nas zachwycą! Śnieg jest biały, niebo niebieskie a zima zimna! Jednak to co zobaczyliśmy i przeżyliśmy to było coś zupełnie nowego niż zmęczenie w ciepłe dni. Odzież termoaktywna na zdjęciach- SPAIO: koszulka MERINO W02 + spodnie MERINO W02
Jeżdżę na nartach od lat. I przez te lata zrobiłam się wymagająca. Nie wystarczają mi łagodne stoki. Nudzę się, gdy wybór tras jest zbyt mały. Na elegancko wyratrakowanych trasach przyjemnie się jeździ ale jednocześnie czegoś brakuje. Jakiejś prawdziwej natury, dzikości i wyzwań. Dlatego co roku starannie dobieram ośrodki narciarskie, które zapewniają adrenalinę i bliski kontakt z naturą. Chyba najlepiej potrzeby takich narciarzy jak ja rozumieją Austriacy. W ich ośrodkach zazwyczaj są dostępne tak zwane ski-routy. Można tam się wykazać umiejętnościami jazdy w głębokim śniegu, blisko drzew. Są to trasy, po których nie jeżdżą ratraki. Zatrzymując się na chwilę na takiej trasie słychać tylko w oddali buczenie wyciągów. Poza tym cisza, spokój i rześki zapach śniegu. Różni narciarze mają jednak różne wymagania. Niektórzy uwielbiają mega-długie zjazdy. Inni stromizny, na których nogi muszą trochę popracować a technika ma ogromne znaczenie. Są też tacy, którzy lubią bawić się na nartach – skakać lub próbować innych akrobacji w snowparkach. Wzięłam pod uwagę to wszystko i poniżej przedstawiam ranking najlepszych pod różnymi względami ośrodków narciarskich w których byłam. Top 6 ośrodków narciarskich dla zaawansowanych narciarzy i snowboardzistów 1. Zell am See trasy trudne: 25kmjazda poza trasami: taksnowpark: tak 2. Schladming-Dachstein trasy trudne: 22kmjazda poza trasami: taksnowpark: tak 3. Chopok trasy trudne: 7kmjazda poza trasami: taksnowpark: tak 4. Bad-Gastein trasy trudne: 4kmjazda poza trasami: taksnowpark: tak 5. Madonna di Campiglio trasy trudne: 6kmjazda poza trasami: niesnowpark: tak 6. Alpe d’Huez – lodowiec Sarenne Lodowiec Sarenne nie powala ilością tras ale wymieniam go tu z innego powodu. Jest to miejsce dla narciarzy lubiących dłuuugie zjazdy. Znajdziemy tu prawdopodobnie najdłuższą trasę zjazdową w Europie. Trasa ta ma długość około 16 kilometrów. Autorka: Gosia, miłośniczka aktywnego stylu życia, podróżowania, dobrej kawy i WordPressa
Niedawno temu dużym, medialnym wydarzeniem były kolejne upadki koni w drodze z Palenicy Białczańskiej nad Morskie Oko, co skłoniło władze TPN-u do prób wprowadzenia nowego rozwiązania. Od wczoraj na tej trasie testowane są melexy. Jak powszechnie wiadomo temat koni - bardzo kontrowersyjny. Od zawsze toczyły się spory między ekologami a góralami. Osobiście uważam, że wina do końca nie stoi ani po stronie górali, ani po stronie turystów. Jak gdzieś kiedyś przeczytałam – popyt napędza podaż. Myślę, że tak może być i w tym przypadku. Nie jestem miłośniczką zwierząt, konie jako konie mnie nie fascynują, jednak patrząc na załadowane ludźmi bryczki pędzące do Włosienicy, to żal mi się trochę zwierzaków robi. Ja się męczę idąc pod górkę, a co dopiero koń ciągnący ze sobą ciężar w postaci kilku rozleniwionych turystów, pokonując różnicę wzniesień wynoszącą ponad 300 m. Tak, tak do tego własnie są te konie przystosowane, specjalnie hodowane w tym celu, zadbane i karmione, wszyscy o tym wiemy. Mimo wszystko jednak uważam, że dwanaście sadełek + góral + wóz + 300 m w górę = zbyt dużo. Proste działanie matematyczne. Chociaż jak uwzględnić fakt, że konie w przeszłości służyły na wojnach, czy pomagały rolnikom na polach, to wszystko już nie jest takie oczywiste. Nad Morskim bywam stosunkowo dosyć często i chociaż szczerze nie lubię tego 9-kilometrowego asfaltu, to jednak nie korzystam z transportu konnego. No dobra, raz nam się zdarzyło, kiedy byłyśmy z mamą przemoczone i zmęczone, a było już późne popołudnie, to w drodze powrotnej zdecydowałyśmy się na zjazd bryczką z Włosienicy. Oprócz nas była jeszcze para – w sumie cztery osoby. Nie dwanaście. Nie pod górę. Zanim jeszcze do sedna sprawy, to zadajmy sobie banalne pytanie „Dlaczego turyści decydują się na transport konny?” Słyszy się najróżniejsze wymówki, te mniej i bardziej sensowne. A ja z mojej perspektywy dorzuciłabym jeszcze jedną, chyba najprostszą – ludzie jeżdżą bryczkami, bo te po prostu… są. Ktoś kiedyś wpadł na taki pomysł i wprowadził takie, a nie inne bryczki do Doliny Rybiego Potoku. Dlaczego więc nie przejechać się tą bryczką skoro jest się na wczasach i najzwyczajniej w świecie chce się skorzystać z dodatkowej atrakcji? W drugą stronę przejdziemy się już na nogach. Podobnie jak korzysta się z kolejek wywożących nas na szczyty. Można iść na nogach, ale można też skorzystać z ułatwienia i dodatkowej rozrywki skoro jest taka możliwość. Przy okazji zaoszczędzi się czas i wyda zbędne pieniądze, oraz nie zmęczy się zanadto, czyli to, o co na wyjeździe chodzi najbardziej. :D Bo burzliwych naradach pojawiła się koncepcja zastąpienia koni przez … melexy. Bo ekologiczne i nie trzeba do tego żadnej dodatkowej „siły roboczej”. Jak tylko o tym usłyszałam, to z pewnością podskoczyło mi ciśnienie i ogarnęły ponure myśli, a jednocześnie irytacja. Melexy?! W Tatrach?! Wyobraziłam to sobie i bynajmniej ta wizja mi się nie spodobała… Jak to możliwe, żeby w tak klimatycznym miejscu jak nasza tatrzańska dolina, jeździły melexy? Podhale, Tatry, Górale i … melexy. Góral za kierownicą melexa. Coś mi tutaj nie pasuje do kontekstu, do historii i tradycji. Dlaczego nie można by wprowadzić mniejszych bryczek – czteroosobowych, takich jak w innych dolinach (Chochołowskiej czy Kościeliskiej)? To przecież bardziej synchronizuje się z tamtejszą kulturą i klimatem. Taki transport był używany od dawien dawna, dlaczego więc nie kontynuować tej tradycji i specyfiki? To konie pasują do tamtejszego krajobrazu, a nie jakieś „plastikowe wózki”. Bryczka na tle tatrzańskiej doliny prezentuje się przecież tak dostojnie… A melexy kojarzą mi się z nadmorskimi kurortami, Słowińskim Parkiem Narodowym, polami golfowymi czy Krakowem, w którym melex jest jednym ze sposobów na szybkie zwiedzenie centrum. Nie chciałabym, aby kojarzyło mi się z nimi i Morskie Oko… Poza tym, pozostałaby jeszcze kwestia „bezrobotnych” koni, których utrzymanie byłoby zbyt drogie dla górali. Co więc się z nimi stanie? Odpowiedź sama się narzuca. Żródło: Poprzez melexy góry stracą swój urok. Kto bywa w Tatrach i jest z nimi związany to chyba wie, o czym mówię. A chyba nawet nie bardzo świadomym turystom też coś świta, bo pytani o to, czy woleliby przejechać się bryczką, czy melexem, odpowiadają, że bryczką. Mam nadzieję, że sytuacja zostanie rozwiązana w inny sposób, a Morskie Oko nic na tym nie straci. :)
kategoria: Trasa Dla Niemowlaka czyli Wojtuś na Bezdrożach cel: Morskie Oko uczestnicy: Wojtuś (wiek: dziesięć miesięcy), mama i tata wyposażenie: nosidełko turystyczne (Little Life model Cross Country S3) W trakcie naszego pobytu w Zakopanem, to co najlepsze zostawiliśmy sobie na sam koniec. Po zapoznaniu Wojtusia z Doliną Kościeliską, Doliną Strążyską i Gubałówką ruszyliśmy głębiej w Tatry. Nie tylko chcemy dojść do Morskiego Oka, ale chcemy by Wojtuś poczuł namiastkę prawdziwych gór – będziemy spać w schronisku PTTK w Dolinie Roztoki. Rano wyprowadzamy się z naszej kwatery w Zakopanem. Zostawiamy samochód na parkingu u znajomej (w Zakopanem są kosmiczne problemy z parkowaniem) i z Wojtusiem w wózku ruszamy na dworzec busów. Udaje nam się złapać ostatni regularny bus do Palenicy Białczańskiej. Po godz. busy jeżdżą już nieregularnie – tylko gdy zbierze się odpowiednio duża grupa. Wojtuś podróżuje po królewsku. Udało się zmieścić do busa wózek z Wojtusiem w środku. Wydaje się, że przypięty pasami bezpieczeństwa w wózku był jednak bezpieczniejszy niż gdyby siedział na moich kolanach. Droga z Zakopanego do Palenicy wznosi się cały czas. Po ok 40 min. i po pokonaniu niezliczonej ilości zakrętów mijamy dawne przejście graniczne Łysa Polana. Zaraz potem docieramy na olbrzymi parking u wlotu do Doliny Białki. Kupujemy bilet do Tatrzańskiego Parku Narodowego i ruszamy. Naszym celem na dziś jest dojście do schroniska PTTK w Dolinie Roztoki, gdzie spędzimy noc. Nasza trasa w znacznej części wiedzie asfaltową drogą prowadzącą do Morskiego Oka. Po minięciu bramek z biletami po prawej stronie widzimy postój wozów konnych. Osoby, które nie chcą lub z różnych powodów nie mają możliwości podejść o własnych siłach nad Morskiego Oko, mogą większość trasy pokonać wozem konnym (latem) lub saniami (zimą). Wozy konne są powożone przez górali ubranych w charakterystyczny regionalny strój. Trzymamy się czerwonego szlaku turystycznego. Idziemy żwawo asfaltem. Pierwsze kilka kilometrów szlaku wiedzie Doliną Białki – drugą co do wielkości doliną w Tatrach (o powierzchni 63,5 km2), leżącą na granicy polsko-słowackiej. Po około półkilometrowym odcinku przekraczamy Waksmundzki Potok w miejscu, w którym łączy się z rzeką Białką. Waksmundzki Potok płynie Doliną Waksmundzką spod przełęczy Krzyżne, pokonując różnicę wysokości prawie 1000 metrów. Dolina Waksmundzka biegnie natomiast pomiędzy Wołoszynem i Koszystą. Na jej terenie znajduje się ścisły rezerwat przyrody, jedyne szlaki turystyczne przebiegające w jej pobliżu to szlak czerwony do Morskiego Oka oraz szlak Niebieski na Rusinową Polanę. Dolina zajmuje obszar około 6 km2 i daje schronienie wielu gatunkom zwierząt – między innymi kozicom, świstakom, jeleniom, a także niedźwiedziom. Po lewej stronie widzimy miejsce połączenia się Potoku Waksmundzkiego z rzeką Białką. Z tego miejsca, oraz przez kilka minut dalszej drogi, w prześwitach pomiędzy drzewami, możemy podziwiać słowacką stronę Doliny Białki. Po niespełna dwóch kilometrach mijamy odchodzący w prawo czerwony szlak na Rówień Waksmundzką, a zaraz potem mijamy dwa drewniane budynki. Stoją tu drewniane ławki, na których odpoczywają strudzeni turyści. Jak się okazuje, tylko na początku udaje nam się utrzymać dość szybkie tempo marszu. Pchamy wózek ze śpiącym Wojtusiem, a na plecach niesiemy nosidełko i duży plecak wyprawowy z naszym ekwipunkiem na trzy dni. Już po kilkuset metrach musimy zwolnić, bo nachylenie terenu daje nam w kość. Zresztą nie musimy się spieszyć. Z parkingu do schroniska PTTK w Dolinie Roztoki wg. mapy idzie się ok 1 godz 10 min. Pokonaliśmy właśnie 2,8 kilometrów. Po ok 40 minutach dochodzimy do wysokości npm, gdzie usytuowany jest malowniczy wodospad Wodogrzmoty Mickiewicza. Wodogrzmoty Mickiewicza (inaczej Wodospady Mickiewicza) znajdują się w miejscu połączenia Doliny Białki i Doliny Roztoki. Wodospady są zespołem kilku kaskad utworzonych na progach skalnych potoku Roztoka wypływającego z Doliny Pięciu Stawów. Największe z nich to Wodogrzmot Wyżni, Pośredni oraz Niżni. Z mostku, na którym zwykle kłębią się tłumy turystów widać Wodogrzmot Pośredni. Nazwa wodospadu została nadana przez Towarzystwo Tatrzańskie w 1891r. Pierwszy człon „Wodogrzmoty” odnosi się do huku, jaki powodują masy przepływającej tędy wody. Nadanie imienia Adama Mickiewicza upamiętnia sprowadzenie jego prochów do Polski w 1890r. Wodospady są dostępne dla turystów od 1886r. Wcześniej nie było do nich doprowadzonej drogi. Po przeciwnej stronie drogi znajduje się spory plac. Kiedyś był tutaj parking. Dziś stoi tu kilka toalet typu toi-toi. Z tego też miejsca na lewo odchodzi zielony szlak do Schroniska w Dolinie Roztoki. Jak nas informuje turystyczny kierunkowskaz do schroniska pozostało nam już tylko 10 minut. Gdy robiłam rezerwację noclegu w schronisku to pytałam czy można do nich dojechać wózkiem dziecięcym. Mamy nosidełko, ale wózkiem byłoby nam po prostu wygodniej (zawsze też poza Wojtusiem można w wózek upchać co cięższe elementy naszego ekwipunku). Dowiedziałam się wtedy, że można. Że turyści docierają do schroniska z wózkami. Że najpierw jest asfalt (odcinek do Morskiego Oka), a potem ostatnie 800 metrów jest ciężko po kamieniach, ale da się przejechać. Wersja telefoniczna okazała się jednak nazbyt optymistyczna. Nasz wózek jest mega terenowy, ma duże pompowane koła i do tej pory nie oparł się żadnej trasie. Ale ścieżka na szlaku zielonym do schroniska w Dolinie Roztoki była po prostu nie do sforsowania! Od samego początku zielony szlak ma charakter bardzo kamienisty. Najpierw jest to chodzik wyściełany mniej lub bardziej płaskimi kamlotami. Potem jednak olbrzymie kamienie nie są już płaskie, a pokonać trzeba teren, który momentami bardzo się wznosi lub stromo opada. Udaje nam się przejechać wózkiem jakieś 100 metrów. Już na tym odcinku boję się czy Wojtuś w wózku nie dostanie zaraz jakiegoś wstrząśnięcia mózgu. Zaczyna padać deszcz. To jeszcze zwiększa dramatyzm naszej sytuacji. Próbujemy wózek przesuwać bardzo delikatnie, ale i tak od czasu do czasu kółko ześlizguje nam się z hukiem w jakąś dziurę. Bojąc się o dziecko, wyjmujemy Wojtusia z wózka i umieszczamy go w niesionym przeze mnie nosidełku. Poza tym, że Wojtuś jest bezpieczny, to nic to nie poprawia naszej sprawy. Wózek mimo, że jest pusty to nadal mamy problem z przemieszczaniem się. Zaczynają nam chodzić po głowie różne warianty, z zrzuceniem wózka w przepaść włącznie. Wygląda na to, że 2 godziny nam nie starczą by pokonać ten „dziesięciominutowy” szlak. Na szczęście wśród mijających nas wędrowców jeden się nad nami lituje. Oferuje swoją pomoc. Razem z Tatusiem chwyta pusty wózek i w ten sposób przenoszą go do samego schroniska. Żeby sprawa była jasna: nie da się zielonego szlaku do schroniska w Dolinie Roztoki pokonać wózkiem dziecięcym! No chyba, że się go niesie. Schronisko w Dolinie Roztoki staje się naszą bazą na najbliższe noce. To piękny drewniany budynek położony w sercu polskich Tatr, który standardem nie odbiega od niejednego hotelu. Podłoga podgrzewana w łazience, szeroki wybór pysznych dań, czysto utrzymana jasna jadalnia, a w naszym pokoju czeka na nas łóżeczko dla Wojtusia. Wspaniałe miejsce na pierwszy schroniskowy nocleg Wojtusia w prawdziwych górach. Swoja pierwszą noc w schronisku górskim Wojtuś przespał wspaniale. Szybka adaptacja do każdych warunków – to cech, która nasz synek odziedziczył po mnie. Rano pod nasze okna podchodzi stado sarenek. Cudowny widok. Na śniadanie schodzimy do jadalni. Wojtuś robi furorę pełzając po schroniskowych drewnianych stołach. Najedzeni ok godz. 10 ruszamy w góry. Nieszczęsny wózek zostawiamy w schronisku (później się będziemy martwić jak się z wózkiem ze schroniska wydostać), a na podbój Morskiego Oka ruszamy z dzieckiem w nosidełku. Dość szybko pokonujemy krótki odcinek zielonego szlaku i dołączamy do potoku turystów zmierzających czerwonym szlakiem do Morskiego Oka. Droga na Morskie Oko położona jest w Tatrach Wysokich i różni się nieco charakterem od opisywanych wcześniej przeze mnie tras spacerowych po dolinkach Tatr Zachodnich. Na całej długości trasy możemy spodziewać się zapierających dech w piersiach widoków na skaliste szczyty najwyższych polskich i słowackich gór, brak jest natomiast urokliwych, trawiastych polanek na postój z wózkiem i „wybieganie” malucha. A jako, że Morskie Oko jest klejnotem polskich gór to trasa ta jest najbardziej uczęszczanym szlakiem tatrzańskim. Każdego dnia maszerują nim tysiące turystów. Gdy wchodzimy na asfaltową szosę niedaleko Wodogrzmotów Mickiewicza do Morskiego Oka pozostaje nam jeszcze ok 5,7km. Wg. mapy powinniśmy to przejść w 1 godz. 45 minut. Nasza droga poprowadzona jest po zachodnim zboczu Roztockiej Czuby ( npm). Po niecałych dwóch kilometrach, od asfaltowej drogi odbija w prawo „skrót” – kamienny szlak przez las dla pieszych turystów. Dzięki niemu można „ściąć” kilka zakosów, którymi meandruje szosa. Mając Wojtusia na plecach możemy skorzystać z tej opcji. Wiąże to się z nieco większym wysiłkiem, ale zyskujemy w ten sposób kilka minut… Turyści z wózkami z dziećmi muszą trzymać się asfaltowej drogi. A turystów z małymi dziećmi na trasie widzimy wiele. Większość ma wózki typu „parasolka” – lekkie, na małych plastikowych kółkach. Nie ma problemu by z takim pojazdem do Morskiego Oka dojechać. Bohaterami dnia zostają jednak pewni rodzice z trójką dzieci. Mama niesie hulajnogę około 8-letniego syna, a tata pcha pod górę podwójny wózek z bliźniakami. Można? Można! Na trasie spotykamy też kilka osób z nosidłami turystycznymi. Widzę pełen przegląd dostępnych w Polsce nosideł, ale nosidełka Little Life nie ma nikt. Przyznam, że bardzo jesteśmy zadowoleni z naszego modelu – wyróżnia się estetyką wykonania i funkcjonalnością (to niesamowite ile odzieży i prowiantu udało nam się zmieścić do schowka po pupą Wojtusia). W okolicach skrótów przez las od Doliny Białki odgałęzia się Dolina Rybiego Potoku – teraz doliną o tej nazwie prowadzi nas droga do Morskiego Oka. Dolina ta ma długość 5,5 km i powierzchnię około 11,5 km2. W miejscu połączenia dolin do rzeki Białki wpada Rybi Potok wypływający z Morskiego Oka. Na przełomie XIX i XX wieku prawa do Doliny Rybiego Potoku i Morskiego Oka rościły sobie władze węgierskie. Polacy mieszkający w Galicji (która była austriacką prowincją) chcieli, by granica z Węgrami biegła Grzbietem, którego zwieńczeniem są Rysy. Węgrzy zaś domagali się granicy na Morskim Oku i Rybim Potoku. Ten błahy z pozoru spór zaangażował szeroko opinię publiczną. W 1902r. Międzynarodowy Sąd Rozjemczy w Grazu orzekł, że tereny te należą się Galicji. Do decyzji sądu przyczynił się znany polski historyk Oswald Balcer, polski uczony z Uniwersytetu Lwowskiego, który udowodnił prawa Galicji do tych terenów na podstawie map i świadectw literackich z XVII i XVIII wieku. Dzięki tej decyzji do dziś Morskie Oko wraz z całą Doliną Rybiego Potoku należy do Polski. Po pokonaniu czterech odcinków skrótowych ponownie wracamy na dłuższy czas na drogę asfaltową. Po niecałym kilometrze docieramy do Polany Włosienica. Jest to przystanek docelowy zaprzęgów konnych wiozących turystów z Palenicy Białczańskiej. Stąd do Morskiego Oka można dostać się wyłącznie pieszo. Na Polanie Włosienica znajdują się tu stoły turystyczne, toalety i tablice informacyjne. Z Polany rozpościerają się piękne widoki, przede wszystkim na położone na północ Mięguszowieckie Szczyty. Tuż za Polaną Włosienica (niecałe 100 m), po lewej stronie drogi mieści się duży pawilon gastronomiczny. Zanim dojdziemy do celu mijamy ciekawę tablicę dydaktyczą o nazwie „Żleb Żandarmerii”. Warto zwrócić uwagę na to miejsce. Jesteśmy bowiem w punkcie przecięcia szlaku przez Głęboki Żleb schodzący ze stoku Opalonego Wierchu. Żleb jest znany ze schodzących tędy ogromnych i niebezpiecznych lawin, niekiedy przysypujących drogę do Morskiego Oka. Zaraz za żlebem pokonujemy tzw. „Zakręt Ejsmonda”, gdzie w 1930 roku poeta i pisarz Julian Ejsmond uległ wypadkowi samochodowemu i w wyniku odniesionych obrażeń zmarł kilka dni później. Po kolejnym, nieco ponad kilometrowym odcinku, z którego rozpościerają się piękne widoki na okoliczne góry mijamy odbicie szlaku do Doliny Pięciu Stawów przez Świstówkę (po prawej stronie) oraz Rybie Stawki (po lewej stronie) i docieramy do Schroniska PTTK nad Morskim Okiem. Doszliśmy do celu. Schronisko jest pięknie położone na wysokiej skarpie nad północnym brzegiem jeziora Morskie Oko. Schronisko zostało wzniesione w 1908r. Wcześniej, w latach 1874 – 1898 stało tu poprzednie schronisko, niewielki budynek, który doszczętnie spłonął w 1898r. Schronisko składa się z dwóch budynków – starego i nowego. W starym budynku, tzw. „Wozowni” znajduje się kilkadziesiąt miejsc noclegowych na pryczach i łóżkach piętrowych w wieloosobowych salach. Jest to najstarszy budynek funkcjonujący jako schronisko w polskich Tatrach. W nowym budynku znajdują się kilkuosobowe pokoje o wyższym standardzie, z dostępem do łazienki na korytarzu. W sezonie miejsca w nich są rezerwowane z dużym wyprzedzeniem. Ponadto w nowym budynku w godzinach 8 – 21 (a poza sezonem 9 – 18) działają kuchnia i bufet, w którym można zjeść ciepły posiłek, zakupić przekąski, napoje, mapy, przewodniki, pamiątki i produkty turystyczne. Do schroniska wchodzimy tylko na chwilę. Przewijamy i karmimy tu Wojtusia. Zaraz potem idziemy rozkoszować się Morskim Okiem i jego pięknym otoczeniem. Morskie Oko o powierzchni 34,93 ha jest największym jeziorem w Tatrach. Jego długość wynosi 862m, szerokość 568m, a głębokość 51,4m. Jest jeziorem o pochodzeniu polodowcowym – wielki lodowiec wyżłobił sobie „jamkę” u podnóża szczytów i zatkał jej wylot pchanym przez siebie rumowiskiem skalnym. Położone jest na wysokości npm, nieco poniżej Schroniska PTTK. Do Morskiego Oka wpływają dwa stałe potoki – Czarnostawiański Potok (wypływający, jak nietrudno się domyślić, z Czarnego Stawu pod Rysami) oraz Mnichowy Potok, natomiast wypływa jeden – Rybi Potok, płynący w dół Doliny Rybiego Potoku. Widoki spod budynku schroniska są powalające. Czuje się, że jesteśmy w sercu Tatr Wysokich. Widzimy: na północny zachód Opalony Wierch i Miedziane, na południowy zachód – Mnicha i Cubrynę, na południe – Mięguszowieckie Szczyty, Kazalnicę, Wołowy Grzbiet, Wołową Turnię, Żabią Turnię Mięguszowiecką, Żabiego Konia, na południowy wschód Rysy, Niżnie Rysy, Kopę Spadową, Żabi Mnich, a na wschód – Żabi Szczyt Niżni, Żabią Czubę oraz Siedem Granatów. Morskie Oko jest jedynym z nielicznych naturalnie zarybionych jezior na terenie Tatr. Znajduje się w nim stanowisko pstrągów i lipieni. Związana z nim jest dawna nazwa Morskiego Oka, które przez górali nazywane było „Rybim Stawem”. Tafla wody ma kolor zielonkawy, a jej przezroczystość sięga 11 – 14 metrów. Dno zbiornika pokrywa kilkudziesięciocentymetrowa warstwa mułu, natomiast przy brzegach zasłane jest licznymi głazami. Nazwa „Morskie Oko” wywodzi się od niemieckich słów „Meer” (morze) i „Auge” (oko), którymi niemieccy osadnicy opisywali tatrzańskie jeziora. Inna hipoteza głosi, że pochodzi ona od legendy mówiącej o podziemnym połączeniu jeziora z morzemchronisko nad Morskim Okiem. Z Morskim Okiem związanych jest wiele legend. Niektóre z nich są bardzo ciekawe i tajemnicze… Wśród nich znajdują się legendy o tym, że: Na dnie Morskiego Oka znajduje się zatopiona przed wiekami karczma Morskie Oko jest połączone podziemną rzeką z Wisłą, a niektórzy twierdzą że nawet z… Morzem Adriatyckim! Szczyt Mnich to zamieniony w skałę zakonnik z Czerwonego Klasztoru, który chciał złamać zakonne śluby lecąc na zaprojektowanej przez siebie maszynie latającej (która również nie spodobała się Bogu…) do pasterki czekającej na niego nad Morskim Okiem. Morskie Oko i inne okoliczne jeziora powstały z łez pięknej córki Morskiego – władcy okolicznych terenów, która, nieposłuszna swemu ojcu, wyszła za obcokrajowca. Po wykonaniu niezliczonej ilości zdjęć zasiadamy na mały posiłek. Przed schroniskiem znajdują się stoły i ławki dla turystów. Jest to idealne miejsce na odpoczynek i niepowtarzalna okazja do kontemplowania wysokogórskiej i nieprzystępnej tatrzańskiej przyrody. Posiłek z takim widokiem smakuje wyśmienicie. Apetyty nam dopisują. Wojtuś, który zjadł już swoją porcję teraz przypatruje się co my spożywamy. Czujemy na sobie jeszcze jakieś dodatkowe spojrzenie. Siedzi nad nami ptaszysko i z zupełnego zaskoczenia w locie próbował porwać trzymanego w ręce kabanosa. Bardzo się wystraszyłam. A ptaszysko dalej się czaiło. Przez cały czas posiłku musiałam zwierza odganiać kijkiem. W końcu dał za wygraną i wziął na cel innych turystów. Widziałam jak w locie dziobnął trzymany przez jakieś dziecko wafelek. A innym razem lecąc bardzo nisko ponad głowami, zahaczył pazurami o włosy jakiejś pani. Jedząc nad Morskim Okiem uważajcie na tego ptaka! (to orzechówka zwyczajna – ptak z rodziny krukowantych). Z okolic Schroniska nad Morskim Okiem można wyruszyć do Doliny Pięciu Stawów przez Świstówkę, na Szpiglasowy Wierch (oraz tym samym szlakiem również do Doliny Pięciu Stawów), na Rysy i na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem (szlakiem wiodącym obok Czarnego Stawu). Wszystkie te szlaki schodziłam nie jeden raz. Teraz jednak czas na Wojtusia, dla którego zaplanowałam innego rodzaju wyzwanie – podejście do Czarnego Stawu. Dla turystów z wózkami wycieczka musi się skończyć przy schronisku. My mając Wojtusia w nosidełku ruszamy dalej. Po schodkach spod Schroniska schodzimy nad sam brzeg Morskiego Oka. Na głazach otaczających jezioro siedzi wielu turystów. Podobno latem można tu się poczuć jak nad Bałtykiem w sezonie. Człowiek na człowieku. Gwar i harmider… Wchodzimy na szlak dookoła Morskiego Oka. Idziemy w lewo, kamienną ścieżką, która została ułożona pod koniec XIX wieku, a odrestaurowana na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Zbocza wzdłuż szlaku porastają drzewa oraz połacie limby i kosodrzewiny. Trasa dookoła jeziora jest łatwa i prawie zupełnie płaska. Z racji jednak jej górskiego charakteru nie da jej się pokonać wózkiem dziecięcym. Pierwsze 100 metrów droga prowadzi tuż nad samym brzegiem Morskiego Oka. Od tafli jeziora oddziela nas tylko pas głazów. Przechodzimy nad początkowym odcinkiem Rybiego Potoku, mijamy zawieszoną na drzewie kapliczkę Matki Bożej od szczęśliwych powrotów i po chwili wchodzimy pomiędzy drzewa, aby po pewnym czasie znów wyjść nad brzeg jeziora. Ze zdziwieniem obserwujemy, że tafla Morskiego Oka jest pokryta lodem. W tą część doliny słońce dochodzi na krótko stąd warunki tutaj mamy bardziej zimowe. Gdy spoglądamy za siebie widzimy „zwisający” w pobliżu schroniska śmigłowiec TOPR. Chwilę tak trwał w zawieszaniu po czym przelatując nad Morskim Okiem wzbił się nad Kazalnicę i zniknął gdzieś w okolicy Mięguszowieckich Szczytów. Po przejściu około kilometra gdy już prawie doszliśmy do szlaku biegnącego nad Czarny Staw, nieoczekiwanie trafiamy na przeszkodę. Dochodzimy do łaty zalodzonego śniegu, która pokrywa około 10 metrów długości szlaku. Niestety nie da się tego obejść: z jednej strony wysoka skarpa, a z drugiej ześlizg wprost do Morskiego Oka. Widzieliśmy jak dwie panie pokonywały ten śliski odcinek niemal na czworaka. Dla mnie taka trudność to żadna przeszkoda. Ale tatuś na plecach niesie Wojtusia. A na ryzyko zmoczenia dziecka w Morskim Oku nie chcieliśmy sobie pozwolić. Z żalem wycofaliśmy się. Szkoda, bo widok ze szlaku na Czarny Staw jest powalający – pięknie prezentuje się Morskie Oko widziane z góry. Bez pośpiechu wracamy do schroniska nad Morskim Okiem i dalej do naszej bazy – schroniska PTTK w Dolinie Roztoki. Podsumowując: o ile droga do Morskiego Oka, może z wyjątkiem widoków, nie jest szczególnie ciekawa dla ani dla dzieci, ani dorosłych, to same okolice jeziora są naprawdę wyjątkowe. Dlatego warto tu zawitać za każdym razem gdy jest się w okolicy Tatr. Nawet z niemowlakiem na utrzymaniu… Informacje Praktyczne: – dojazd samochodem: do Zakopanego najlepiej drogą nr 47 czyli tzw. „zakopianką”, dalej do Palenicy Białczańskiej ok 24 km drogą Oswalda Balzera; olbrzymi parking przy bramkach wejściowych do Parku Narodowego (cena 20 PLN/dzień) ze względu na popularność tego szlaku, parking ten zapełnia się dość szybko, i na spóźnionych turystów czeka parking przy dawnym przejściu granicznym (oddalony od wejścia do TPN o ponad kilometr; cena 20 PLN/dzień) – dojazd busem: ze stanowiska przy dworcu kolejowym w Zakopanem kursują busy do Palenicy Białczańskiej, kursy co ok 20 minut od godz. do (po godz busy odjeżdżają gdy zbierze się grupa; powrót z Palenicy Białczańskiej do Zakopanego: przed odjazd gdy zbierze się grupa, później co 20 min); cena biletu: 10 PLN/os, czas przejazdu ok 40 minut – wejście do Tatrzańskiego Parku Narodowego płatne 5 PLN normalny / 2,5 PLN ulgowy – z Polanicy Białczańskiej do Morskiego Oka prowadzi szlak czerwony; długość trasy ok 9 km; czas przejścia w górę ok 3 godz – Doliną Rybiego Potoku kursują wozy konne Białka Tatrzańska – Włosienica (do Morskiego Oka pozostaje jeszcze ok 2 km do przejścia); cena 50 PLN / os. – maksymalnie 12 osób; usługi całoroczne (zimą sanie) – w sezonie bardzo dużo turystów! – nocleg: najlepiej w schronisku PTTK w Dolinie Roztoki (cena 30-50 PLN/os w zależności od okresu i wielkości pokoju) lub w schronisku PTTK Morskie Oko (cena 31-58 PLN/os w zależności od okresu i wielkości pokoju); wiele opcji noclegowych w Zakopanem – wyżywienie: szeroki wybór dań w schroniskach PTTK (w Dolinie Roztoki czy w Morskim Oku), wiele opcji żywieniowych w Zakopanem Trasa dla Niemowlaka – stopień trudności: średnia (z racji długości trasy 18km w dwie strony! oraz przewyższenia 470m) – trasa do Morskiego Oka w całości przebiega po asfalcie (szlak czerwony prowadzi skrótami przez las, ale nie trzeba z nich korzystać idąc dalej asfaltem); nie ma problemu by pokonać drogę z wózkiem dziecięcym; szlak zielony odbijający do schroniska w Dolinie Roztoki oraz szlak czerwony dookoła Morskiego Oka / nad Czarny Staw są niedostępne dla wózków dziecięcych – można je pokonać tylko z dzieckiem w nosidełku – trasa nasłoneczniona – przy trasie toalety tylko typu toi-toi, skromne możliwości przewinięcia dziecka w schronisku PTTK Morskie Oko (wewnątrz lub na zewnątrz na drewnianych ławach); brak przewijaka – dla dziecka warto zabrać cieplejszy komplet ciuszków i ochronę na deszcz – do ubrania w razie czego – pogoda w górach zmienna jest (dzieci w wózku można przykryć kocykiem); Morskie Oko jest wyżej położone i zawsze jest tam chłodniej niż w Zakopanem czy Palenicy Białczańskiej – spacer jest długi więc trzeba dla dziecka zabrać jedzenie 6-7 maja 2016r.
Na początku swoich podróży być może zastanawiasz się, gdzie można pojechać w góry z dzieckiem w wózku. Sami kilka takich wycieczek odbyliśmy. Najpierw były to krótkie tripy po okolicznych górach: Beskid Wyspowy czy Beskid Niski. Mieszkamy na tych terenach i dla nas najłatwiej było się wybrać tam na szlaki i wprawić w podróże z maleństwem. Zaczynaliśmy w zimie, dlatego musieliśmy się zmierzyć z niższymi temperaturami, bo była końcówka zimy. Pierwsze wędrówki trwały od kilkunastu minut do godziny, a trasy były bardzo proste. Szlaki na wycieczkę z dzieckiem w wózku Dużo także chodzimy po górskich szlakach, a te coraz częściej stają się asfaltowane lub prowadzi przez nie droga szutrowa. Nasze podpowiedzi podzieliliśmy na 3 grupy. Przedstawimy łatwe szlaki na wózek, szlaki o średniej trudności i szlaki trudne, które wymagają dobrej kondycji rodzica. Nie są to jednak szlaki, gdzie trzeba się przedzierać przez krzaki, wspinać po kamieniach czy korzystać z pomocy łańcuchów. Mając do dyspozycji tylko wózek, warto wziąć pod uwagę te szlaki. Łatwe szlaki na wycieczkę z wózkiem Na Jodłowiec Wielki w Beskidzie Wyspowym,Przez Rachelowskie Góry w Beskidzie Niskim,Do wieży widokowej pod Jaworzem ze Skrzętli-Rojówki w Beskidzie Wyspowym,Na Kopiec i Kobyłę w Beskidzie Wyspowym,Z Gubałówki na Butorowy Wierch drogą asfaltową, Przez Rezerwat Biała Woda w Pieninach, Do Wodospadu Szklarki w Karkonoszach, Z Huty Szklanej na Łysą Górę w Górach Świętokrzyskich,Ze Szczyrku do Chaty Wuja Toma w Beskidzie Śląskim, Na Papieżówkę z Rzek w Gorcach,Do wieży widokowej w Krynicy-Zdroju w Beskidzie Sądeckim,Z Rytra na Halę Konieczną w Beskidzie Sądeckim, Z Obidzy na Polanę Litawcową w Beskidzie Sądeckim. Średnio trudne szlaki na górską wycieczkę z wózkiem Nad Morskie Oko z Palenicy Białczańskiej w Tatrach,Do Doliny Kościeliskiej i do Doliny Chochołowskiej w Tatrach,Drogą Pienińską ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru w Pieninach,Z Międzybrodzia Żywieckiego na Górę Żar w Beskidzie Małym,Na Równicę z Ustronia w Beskidzie Śląskim,Do Bacówki nad Wierchomlą z Wierchomli drogą dojazdową w Beskidzie Sądeckim,Z Wisły Czarne do Schroniska Przysłop pod Baranią Górą w Beskidzie Śląskim,Od Przełęczy Tąpadła na Ślężę w Masywie Ślęży, Z Żabnicy do Schroniska na Hali Boraczej w Beskidzie Śląskim, Z Rycerki Górnej na Przegibek w Beskidzie Żywieckim. Trudne szlaki na górską wycieczkę z wózkiem Wymagana dobra kondycja rodzica lub osoby pchającej wózek. Trasy są długie i jest na nich sporo podejścia. Z Gabonia na Przehybę drogą asfaltową w Beskidzie Sądeckim,Ze Świeradowa-Zdroju do Schroniska na Stogu Izerskim w Górach Izerskich, Od Jaskini Niedźwiedziej do Schroniska na Śnieżniku w Masywie Śnieżnika,Ze Szklarskiej Poręby na Szrenicę przez Halę Szrenicką w Karkonoszach, Z Karpacza na Śnieżkę w Karkonoszach,Na Jaworzynę Krynicką drogą dojazdową do schroniska z Krynicy-Zdroju w Beskidzie Sądeckim,Na Skrzyczne Doliną Zimnika z Lipowa Ostre w Beskidzie Śląskim. Sprawdź koniecznie ponad 100 pomysłów na podróż z niemowlakiem. Cześć! :) Jeśli znalazłeś u nas potrzebną wiedzę, inspiracje do podróży, to będziemy wdzięczni, gdy wrzucisz nam napiwek do blogowej skarbonki. Bardzo dziękujemy! To pozwoli nam się dalej rozwijać. :)
morskie oko z niemowlakiem